Chcę, bądź oczyszczony (Mk 1, 40-45)

źródło: https://pixabay.com/pl/hospicjum-ręka-w-rękę-opieka-nad-1793998/


Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić ». A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony». Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Mk 1, 40-45

 

 

Do Jezusa przychodzi osoba chora na trąd. Choroba ta była uznawana za karę za grzechy, uzdrowienie z trądu przypisywano tylko Bogu. Bohater dzisiejszego wyjątku z Ewangelii daje Jezusowi wolność, mówi, jeśli chcesz możesz mnie oczyścić. Z drugiej strony stwierdzenie jeśli chcesz mówi mi, że jeśli Jezus tego nie zrobi to trędowaty się nie obrazi, nie będzie się smucił czy też odchodził od Boga. Trędowaty daje Bogu wolność i pozostaje w świętej obojętności, prosi, bo wie, że jest to możliwe, ale nie uzależnia od tego swojego sukcesu życiowego, dalszej przyszłości. Tylko postawa wolności prowadzi do pełni szczęścia. Jezus chce go uzdrowić i dotyka jego ciała, które jest pełne ropiejących a nawet gnijących ran, które z pewnością cuchną i sam ich widok mógł powodować dreszcze. Jezus nie boi się dotykać tych ran, ponieważ Tylko On może je uzdrowić. Bardzo często brak mi odwagi, by stanąć w wolności przed Bogiem i prosić Go o uzdrowienie. Bardzo często nie chce dać się dotknąć Jezusowi, by mnie uzdrowił, ale On mówi Chcę, bądź oczyszczony. Jezus nie boi się moich i twoich ran, nie brzydzi się naszym życiem, nie odtrąca. Czy naprawdę pozwolę Bogu działać w moim życiu?

Słowo (Łk 21, 33)

DSC_8274

Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą.
Łk 21, 33

 

Słowa z dzisiejszej Ewangelii bardzo mocno zwróciły moją uwagę.  Jezus przed tym, jak wypowiedział te słowa, mówił o czasach ostatecznych, mówił o tym co się wydarzy i wcale nie było to radosne, ale pełne trwogi. Jezus przez te opisy chciał dodać otuchy tym, którzy są przy nim, by się nie martwili nadchodzącym czasem, bo to zapowiedź odkupienia. Jezus dziś te słowa pieczętuje stwierdzeniem, że tak będzie, tak się stanie. Ale gdy spojrzałem na ten jeden wers w kontekście dzieła św. Łukasza, a później w kontekście całej Ewangelii to zauważyłem, że słowa Jezusa to jedna wielka obietnica. Jezus mówi, że Jego słowa są ważniejsze niż niebo i ziemia. Czy znasz jakiś fragment w Piśmie Świętym, który do Ciebie szczególnie trafił? Może Bóg mówił Ci jaki jesteś? Może mówił, kim będziesz? Może obiecał, że nie musisz się bać, może dodawał otuchy? Te słowa i zapewnienia Jezusa nie przemijają. Obiecuje to Jezus. On jest większy od tego, co jest trudne. On jest większy od grzechu i słabości. Jego Słowo może wszystko i Jego Słowo jest wszystkim- dlatego nie przemija, bo niczym są moje ograniczenia wobec Niego.


Magis na dziś:
Ukochaj Słowo,  które nie przemija, ale które trwa.

Odkupienie (Łk 21, 20-28)

DSC_1707

Jezus powiedział do swoich uczniów:«Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby się spełniło wszystko, co jest napisane. Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni. Będzie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą. Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie».
Łk 21, 20-28

 

Bóg pozwoli na wszystko, co jest opisane w dzisiejszej Ewangelii, by w całym tym chaosie mógł przyjść Ten który ma pokój, który jest większy od tego wszystkiego co ma się wydarzyć. Gdyby wszystko miało skończyć się na kataklizmach, gdyby to wszystko przeminęło i tyle, to życie było by bez sensu, to nie miało by celu. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Tak musze na to wszystko patrzeć, tak musze przygotowywać się na spotkanie z Nim. Jezus zachęca: podnieś głowę, jesteś dziedzicem Mojego Królestwa, nie bój się, jestem z Tobą. Czyż takie słowa nie powinny wystarczyć? A ja planuję, główkuję jak to będzie, zabezpieczam się. Nie o to jednak chodzi, wracam do pytania, które już padało: czy myślę o moim zbawieniu? Czy żyję tak jakby ono miało nadejść lada chwila? A może jest to tylko abstrakcja, która w ogóle nic nie wnosi do mojego życia? Gdy spojrzę na Jezusa, który przynosi mi odkupienie, który zwycięża dla mnie, bym miał życie wieczne, mogę zacząć dostrzegać toc co jest najbardziej wartościowe, czyli Jego zwycięstwo nad moim grzechem i słabościami. Jezus chce przynieść mi pokój, miłość, radość, opanowanie, cierpliwość. Wszystko to czego mi brakuje. Nigdy nie chce mnie przestraszyć ani postawić przy murze, żebym musiał wybierać pomiędzy dobrem a złem. O nie! On chce mojej wolności. Jezus zaprasza dziś do spojrzenia na odkupienie nieco inaczej, do spojrzenia w bliższej perspektywie, w obliczu mojego zbawienia dzisiaj.


Magis na dziś:
Żyj dziś tak jakby koniec miał przyjść dzisiaj, jakby to wszystko miało się wydarzyć dzisiaj. Czy będziesz miał wtedy podniesioną głowę i czy będziesz szczęśliwy?

Znienawidzeni (Łk 21, 12-19)

DSC_9807

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie».
Łk 21, 12-19

Dzisiejsze Słowo poddaje moje życie próbie wierności. Jezus mówi o więzieniu, przesłuchaniach, o zdradzie i nienawiści u wszystkich z powodu świadectwa i wyznawanej wiary. Jezus mówi mi dzisiaj bardzo ważną rzecz: bądź wierny mimo wszystko, a nic ci się nie stanie, ja osłonię cię.

Prześladowanie z powodu Jezusa jest dziś powszechne i to nie tylko na bliskim wschodzie, ale i tu w Polsce. Jako kleryk  nie raz byłem zwyzywany, a nawet opluty z powodu tego, że mam sutannę, jako znak przynależności do Chrystusa. Oczywiście było mi przykro, bo przecież nic złego nie zrobiłem, przecież nikogo nie skrzywdziłem, mimo to jednak tak ktoś mnie potraktował. Ktoś, kto Jezusa nie zna, ktoś kto został zraniony przez Kościół i kto nie miał skrupułów by to wyrazić. Ale prześladowanie to też wyśmiewanie pobożności, to namiętne dyskutowanie o kościele jak o wielkiej firmie usługowej. Jezus zapewnia, że będzie trudno, że będzie ciężko, mówi o tym, że nawet najbliżsi mogą się od nas odwrócić z powodu, poznania przeze nas, Jezusa. Kiedy człowiek się nawraca, zmienia swoje zachowanie, przyzwyczajenia, staje się innym człowiekiem i to nie koniecznie pasuje tym, którzy stoją w miejscu. Dlatego próbuje się złamać tego, który się zmienił. Stąd prześladowania. Czy mam odwagę by mówić o Jezusie w mojej szkole, w domu, w pracy? Czy nie wstydzę się wziąć różańca do ręki i odmawiać go w miejscu publicznym? A może znak krzyża przed posiłkiem? Świadectwo jest ważne nawet gdy wszyscy się od nas odwrócą.

Nie lubię, nie cierpię i na końcu jest nienawidzę. Jezus mówi: będziecie znienawidzeni przez wszystkich. Słowo „znienawidzeni” to jest najwyższy stopień. Jezus nie mówi o czymś prostym, ale o trudnym doświadczeniu samotności i bólu. Zapewnia jednak: włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.

 


Magis na dziś:
Nie bój się Jezusa!

 

 

Gruzy (Łk 21, 5-11)

dsc_5311

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony». Zapytali Go: «Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?» Jezus odpowiedział: «Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem” oraz: „nadszedł czas”. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec». Wtedy mówił do nich: «Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie».
Łk 21, 5-11

 

Jezus nie chce mnie przestraszyć. Gdy po raz pierwszy przeczytałem dzisiejszą Ewangelię, powiem szczerze, przestraszyłem się. Bo wszystko to, co mówi Jezus, dzieje się na moich oczach: trzęsienia ziemi, fałszywi prorocy, wojny, zaraza i głód. Widzisz to? Gdy czytam powierzchownie Ewangelię, gdy nie szukam w niej Dobrej Nowiny, to mogę się zatrzymać tylko na tym, co jest z wierzchu, co widzi oko i rozum, ale nie serce. Świątynia, kilkakrotnie w Piśmie Świętym, jest opisana jako ciało i duch, jako wewnętrzne królestwo. Czy, gdy w takim kluczu przeczytam dzisiejszą Ewangelię to, zmieni ona choć trochę kontekst?

W jednym z przekładów Pisma Świętego czytam, że wszystko legnie w gruzach. To jest odpowiedź na zapatrzenie się w to co zewnętrzne. W to, co nie jest istotą świątyni i mojego życia. Ile razy patrzę w przyszłość, której nie mogę zaplanować, zamartwiam się przesadnie. Dzięki takim działaniom moja świątynia legnie w gruzach, bo będę się skupiał na tym, co mnie nie jeszcze nie dotyczy, a nie będę dbał o to co jest ważne teraz. Czy dostrzegam to, co niszczy moją świątynię? W roku 70 po Chrystusie Świątynia, o której Mówił Jezus została zburzona przez Tytusa i na jej miejscu w 135 roku rzymianie wznieśli świątynię pogańską. Tak może stać się i z moją świątynią, gdy zostanie zburzona. Inni chętnie w nią zainwestują, robiąc z niej świątynię pogańską.

W moim życiu już nie raz musiałem pruć stropy świątyni i kłaść nowe ściany. Nie raz zawalił się strop, ale zawsze wiedziałem, że muszę ją szybko odbudować. Mieszkać w ruinie nie jest prosto, ale można się do tego przyzwyczaić. WARTO WALCZYĆ!

 


Magis na dziś:
Czy Twoja Świątynia nie potrzebuje większej troski?

U – Boga (Łk 21, 1-4)

DSC_1312.JPG

Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki. I rzekł: «Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie».
Łk 21, 1-4

 

Można rzec, że scena z dzisiejszej Ewangelii wcale nie jest jakaś spektakularna, cudowna. Wdowa wrzuca dwie monety,  o bardzo małej wartości,  do skarbony, na pozór nic szczególnego. Często można zobaczyć taką sytuację w każdej parafii. Dlaczego historia tej kobiety jest tak ważna, że autor natchniony dodał ją do swego dzieła?

Status wdowy w Izraelu był bardzo niepewny, była ona narażona na złe traktowanie, często na brak środków do życia. Uważano, że wdowieństwo to oznaka nieszczęścia. Jezus opowiadając o wdowie zaznacza, że była ona uboga. Wdowy z reguły nie były zamożne, jednak Jezus ten fakt podkreśla, być może dlatego, że jej sytuacja była szczególnie trudna. I to tło historyczne pozwala nam dojść do sedna sprawy. Kobieta odrzucona, skrajnie biedna, borykająca się z uciskami ze strony społeczeństwa, staje przed skarboną, do której podchodzą bogaci i wrzucają z tego co im zbywa. Co mogła czuć ta wdowa, gdy widziała, że inni wrzucają kwoty, nic dla nich nieznaczące, o których ona mogła tylko pomarzyć? Jej majątek ograniczał się do dwóch miedzianych monet. Kobieta zrozumiała, że nie chodzi o kwotę tylko o wiarę i serce. Wrzuca wszystko co ma. Po ludzku pozbawiła się szansy na przeżycie, możliwości zjedzenia posiłku. Zrobiła głupstwo, przecież jej dwa leptony nic praktycznie nie zmienią przy podliczaniu datków ze skarbony. A jednak to robi.

Uboga wdowa chce by wszystko, co miała, było u Boga. Ona oddała swój „majątek” temu, do którego wszystko należy. Ma pewność, oddając Bogu to co ma, że zyska o wiele więcej. Nawet jeśli będzie musiała żyć żebrząc.


Magis na dziś:
Czym jest moje wszystko? Czy jestem w stanie zaufać Bogu na tyle by to oddać? Czy wierzysz, że bez tego Bóg sobie z Tobą poradzi?

Kupiec (Łk 19, 45-48)

a167

Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: «Napisane jest: „Mój dom będzie domem modlitwy”, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców». I nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem.
Łk 19, 45-48

Dzisiejszy wyjątek Ewangelii jest z pewnością dobrze znany, ale dziś zmierzmy się z tym tekstem odnajdując coś zupełnie nowego, by nasza wiara mogła wzrastać. Ten sam fragment przywoływany był w zeszłym tygodniu, kiedy wspominaliśmy poświęcenie Bazyliki Laterańskiej, ale Słowo Boże jest żywe, dlatego daje nam kolejne wskazówki jak żyć.

Oryginalny tekst jest niezawodny w poszukiwaniu coraz to głębi w natchnionej treści. W greckim przekładzie Pisma Świętego czytamy, że Jezus wyrzucił nie tylko sprzedających, ale i kupujących. I temu chcę się przyjrzeć. Zawsze dostrzegałem samych sprzedających z ich straganami i okrzykami by przyjść i coś kupić. Coś, co może być złożone w świątyni jako ofiara. Mając sprzedawcę, mamy również kupca. Dlaczego kupowano w świątyni? Było to wygodne, nie trzeba było ciągnąć ze sobą koźlęcia, wołu, synogarlic, mąki… Wszystko było pod ręką. To jak supermarket, tyle że w kościele, chodzisz wybierasz sobie co lepsze produkty, płacisz i wychodzisz. Wyobrażasz to sobie? Jak sobie wyobraziłem zrezygnowanego kupca to nie dziwię się Jezusowi, że zareagował właśnie tak.

Czy ja nie jestem takim kupującym? Którego nie stać na wysiłek przyniesienia samemu ofiary? Tu chodzi o czas dla Boga, o to ile starania wkładam w to co robię. A może tak wybieram na straganie mojego życia, że w rezultacie nic nie daję Bogu. Ofiara może być dziękczynna, błagalna, lub może mieć formę przeprosin.


Magis na dziś:
Co dziś przyniosę w darze mojemu Bogu?

 

 

 

 

αγοραζοντας